Jedna loża na cztery miejsca dla kobiet. Trzy bilety na parkiecie. Pamiętaj o tym, nie lekceważ względu, którym zobowiążesz kochające cię serce. Ja nie wyjdę z domu; mam gorączkę i kaszlę bez przerwy.
List CLXIX
Piątek, czwarta, grudzień 1775
Mój przyjacielu, jestem chora, bardzo cierpiąca; ale też jestem szalona; od dwóch dni nie wiem, co się stało z mą duszą, to istna pustynia: nie znajduję w niej ani uczucia, ani namiętności, ale rozdzierające żale, głęboki ból, wrażliwość i oszołomienie pierwszych chwil, w których nieubłagana śmierć wydarła mi to jedno, co dało mi ukochać życie. Mój Boże, czemu przeszkodziłeś mi iść za nim? Czemu skazałeś mnie na śmierć tak powolną i bolesną?
Oto, drogi mój, myśli, które wypełniały me życie od wtorku wieczór. Dobiły mnie. Spędziłam jedną noc, nie kładąc się, nie byłam nigdzie na obiedzie i przyznam ci się, Hetman rzadko mi przychodził na myśl. Sądzę nawet, że gdybyś do mnie nie napisał, nie miałabym siły pokazania ci, do jakiego stopnia jestem smutna i przybita.
Och, mój Boże, nie, nie pojadę do Wersalu, najpierw jestem zbyt chora, a potem byłabym na torturach przez cały czas przedstawienia109. Gdy chodzi o ciebie, jestem bardziej wymagająca niż ty sam. Zresztą jeżeli sztuka będzie miała, jak się spodziewam, wielkie powodzenie, nie mam ochoty wystawiać mej duszy na te wzruszenia; nadto jest zmęczona; trzeba by jej już tylko spokoju, spoczynku. Co więcej, wyznaję, iż nie jest ani wedle mego smaku, ani wedle serca, aby ciebie sądzono jako scenicznego pisarza. Aby to usprawiedliwić, trzeba by, abyś przeszedł Woltera i Rasyna; wówczas wielki talent usprawiedliwia wszystko i opromienia nową sławą. Słowem, mówiłam ci już, od roku zdawałoby się, iż działasz jedynie w tym celu, aby udręczyć tych, co cię kochają, jedynie własny, zaiste, interes mając na oku.
Posyłano już do mnie trzy razy po ten bilet do loży; zadręcza mnie to na śmierć. Ślubuję nie mięszać się już do niczyich przyjemności. Jest to pierwsza troska wszystkich tych ludzi; ja zaś, daleka od projektów rozrywki, czuję śmierć w duszy.
Nie oddałeś mi moich listów. Jestem najpewniejsza, że gdybym posłała po nie, dostałabym je.
Bardzo spieszyłeś się we środę: we wszystkim ruch ci jest bardziej potrzebny niż działanie; to wydaje się bardzo subtelne, ale zastanów się tylko, a przekonasz się, że słuszne.
Mój przyjacielu, dziękuję ci za gorliwość, z jaką starasz się o to mieszkanie; mój Boże, jakże chciałabym znaleźć już mieszkanie na cmentarzu! Och, to okropne, że nieszczęście moje ciąży na tych, którzy mi są drodzy. Nie mówię o tobie. Powinien byś przyjść na obiad w niedzielę do księżnej d’Anville. Czekam wiadomości dziś wieczór, pochlebiam sobie, że otrzymam ową lożę. Daruj mi, że cię zaprzątam, że cię odciągam, a zwłaszcza że nie mam siły ukryć ci tego, co cierpię.