List CLXXXI
Jedenasta wieczór, styczeń 1776
W tej chwili otrzymałam twój bilecik; zostawiono go u odźwiernego, nie wiem nawet, o której godzinie. We wszystkim jestem nieszczęśliwa; to co mi sprawia przyjemność, jest rzadkie, a to co przynosi ulgę, przychodzi tak późno!
Nie wstałam dziś z łóżka, nie widziałam nikogo, położyłam się wczoraj z gorączką i okropnym bólem głowy; dziś rano byłam jeszcze bardziej cierpiąca, znów miałam silną gorączkę. Dusza moja jest smutna, ale martwa; chciałabym bardzo nie obudzić się jutro, a nie znalazłabym siły, aby wyjść naprzeciw śmierci. Kocham cię, a równocześnie schwyciłam się dziś dwadzieścia razy na pragnieniu, abyś mi uczynił tyle złego, ile trzeba, by mnie skłonić do wyzwolenia się od wyrzutów i żalów, które mnie zjadają. Umieram po troszku, dajesz mi poznać wszystkie konwulsje i lęki agonii.
Powiedz, czy Tenon to nie jest bystry człowiek! Któregoś rana rzekł, obmacawszy mi puls: „Zdarzyło się coś pani; miała pani zmartwienie, organizm doznał jakiegoś wstrząsu od wczoraj. Pani cierpienie nie pochodzi z pani, leży zewnątrz; widzę z żalem — dodał — iż medycyna i lekarze niezdolni są przynieść pani ulgi. To opium, które zapisuję, trzeba by wprowadzić nie we wnętrzności, ale w duszę”.
Osądź, drogi mój, jaką potęgę ma nieszczęście. Uderzyło nawet człowieka, który powinien by być zobojętniały na cierpienie. Ale ty, chciałabym, abyś się odwrócił odeń; abyś mnie opuścił; chciałabym zostać choćby dwa dni bez oparcia myśli o ciebie. Nie skarżyłabym się, błogosławiłabym cię, kochała, nagrodziłbyś zło, śmiem powiedzieć zbrodnię, jaką popełniłeś, przytrzymując mnie. Tak, to okrucieństwo pozwolić długo oddychać nieszczęśliwemu wplecionemu w koło; dobroć i szlachetność nakazuje zadać ostatni cios.
Nie waż się opuszczać swojej pracy, aby mnie widzieć; prześlij mi wiadomość o sobie. Bądź pewny, że ze wszystkich, którzy cię kochają, nikt nie pozwala sobie pragnąć równie mało jak ja. Twoja przyjemność, szczęście, a nawet rozrywka idą o wiele przede mną, upewniam cię o tym z głębi serca.
List CLXXXII
Niedziela, bardzo późno, luty 1776
Widzisz, drogi, tak wiedziałam! Jedna rzecz tylko budziła we mnie pewną wątpliwość, to że powiedziałam ci, abyś nie przychodził; ale chwila cię porwała i bardzo rada jestem: ty miałeś przyjemność, a ja się nie nudziłam i nie miałam przykrości czekania na ciebie; toteż zaznaczam tylko, ale się nie skarżę.