Niedziela, godzina piąta, 1774
Drogi mój, byłeś szalony dziś rano, ale szaleństwo twoje było bardzo miłe, bardzo słodkie memu sercu. Nie wiem, jak mogłam ci się oprzeć, i nie wiem, jak mogłam zapomnieć absolutnej przyczyny, która zatrzymywała mnie w domu. Dziw, iż przypomniałam ją sobie dopiero wówczas, kiedy o wpół do czwartej ujrzałam wchodzącego pana de Vaines. Oznajmił mi to wczoraj wieczór, powtórzył jeszcze listownie, a ja nie umiałam ci tego powiedzieć. Drogi mój, ja ci się sprzeciwiłam raz, a ty mnie martwisz sto razy. Ot, na przykład, jeżeli cię nie zobaczę dziś wieczór, będziesz okrutny i niesprawiedliwy, a mimo to nie będę się skarżyć.
Pan Turgot ma się nieco lepiej: miałam trzy razy wiadomość od niego od czasu, jak cię nie widziałam, i będę miała tyleż razy jeszcze przed północą: to mi daje ulgę, choć mnie nie uspokaja. Mój Boże, powinien mnie pan nienawidzić; kocham cię, a czuję się smutna aż do śmierci. Nie, nie przychodź; idź do Komedii, na kolację, na bal, wszystko jest pełne rozrywek i przyjemności, a ja cię nudzę albo osmucam. Ta gorączka namiętności, z jaką się tobą zaprzątam, jest tak jednostajna, tak głupia dla światowego człowieka nęconego urokiem miłej kobiety, która ofiaruje mu same rozrywki i przyjemności! Słowem, miły mój, to wszystko dowodzi, że czynisz równie trafnie jak sprawiedliwie, lubiąc mnie jedynie miernie: tyle tylko jestem warta.
Widziałam tego Lançona, malarza; sam ładny jak malowanie; ma coś głupawego, cielęcego i zadowolonego z siebie, co mnie zupełnie ostudziło do jego talentu. Ten człowiek nie odczułby nigdy twojej duszy: odmalowałby same rysy i znalazłby sztukę uczynienia mi twojej fizjognomii nieinteresującą. Wszelako jakżeby to było możliwe? Czy nie masz w sercu zasobów zdolnych tchnąć duszę w kamień i ożywić płótno? Drogi mój, nie chcę nic tracić: przyrzekłeś mi swój portret, dostanę go zatem, muszę dostać.
Nie wychodziłam; nie zobaczę nikogo, kto by mi opowiedział o balu; usłyszę ludzi mówiących o panu Turgot nie z tą przyjaźnią, jaka mnie ożywia, ale z sympatią dla cnoty, połączoną z obawą jego następcy. Dla mnie od dwóch dni nie jest kontrolerem generalnym, jest panem Turgot, z którym łączy mnie siedemnastoletnia zażyłość i z tego względu czuję się niespokojna i poruszona.
Drogi mój, jeżeliś był w Temple, jeżeliś się pozbył wizyt w Marais, jeśliś pomyślał o tym, aby zrobić dziś wszystko co trzeba, aby być wolnym w przyszłą niedzielę, jakiż byłbyś miły, jaki rozsądny! Ale nie, ty rządzisz się fantazją we wszystkich postępkach; nie rozsądek ani uczucie rozstrzygają o nich: toteż całe twoje postępowanie nie ma odrobiny sensu; ale tak jak jesteś, kocham cię do szaleństwa i wiesz o tym aż nadto. Oto na trzeci już zawód71 piszę do ciebie.
List LXXXI
Wtorek, dziesiąta, 1774
Drogi mój, czy jesteś jak ja w kąpieli? Czy czułeś się cierpiący? Nie wiem, czy to tobie czy lepszemu stanowi pana Turgot zawdzięczam, że spałam dziś cztery godziny z rzędu; to nie zdarza mi się prawie nigdy, ale czuję jeszcze duszność. W tej chwili oddano mi list od hr. Schomberg i bilecik pani d’Anville; ty też musiałeś dostać podobny.
Mam zamiar wyjść o pierwszej, a wrócę o czwartej lub raczej pójdę się przejść do Inwalidów; lub też, co mi jest milsze nad wszystko, będę cię czekała u siebie; przyjdziesz wcześniej, drogi mój, proszę o to. Przyjdź porozmawiać przed obiadem z hrabią de Broglie; będziesz go mógł pożegnać o czwartej. Nie widuję cię, nie rozmawiam z tobą, dosłownie: zapomniałam dziesięciu rzeczy, które ci miałam powiedzieć.