Do widzenia. Jest południe, pewno już cię nie ma w domu; i potem mnie łajesz, kiedy się lękam skutków twojego niedbalstwa i gorzej jeszcze.

List CI

Czwartek, jedenasta

Bądź tyle uczciwy, aby mnie nie prześladować. Mam tylko jedną wolę, jedno pragnienie, to jest nie widywać cię już sam na sam. Nie mogę nic uczynić dla twego szczęścia, nie mam sposobu pocieszenia cię, zostaw mnie zatem i nie chciej być dla rozrywki męczarnią mego życia. Nie robię ci wymówek; cierpisz, współczuję z panem i nie będę mówiła już o swoich cierpieniach; ale w imię tego, co ma jeszcze niejaką władzę nad twoją duszą, w imię honoru, cnoty, zostaw mnie, nie licz już na mnie. Jeżeli zdołam się uspokoić, będę żyła; ale jeżeli nie przestaniesz, będziesz niebawem musiał sobie wyrzucać, iż wróciłeś mi siłę rozpaczy. Oszczędź mi tej zgryzoty i przykrości, abym musiała zamknąć przed panem drzwi mego domu, wówczas gdy jestem sama. Proszę pana i to ostatni raz, nie przychodź do mnie inaczej, niż między piątą a dziewiątą wieczór. Gdyby pani de M. mogła czytać w mej duszy, upewniam, iż nie miałaby do mnie nienawiści; co najwyżej budziłabym w niej nieco żalu; oboje razem daliście mi odczuć męczarnie potępieńców, żal, nienawiść, zazdrość, pogardę dla samej siebie, a niekiedy i dla ciebie; cóż wreszcie? Wszystkie nieszczęścia namiętności, a nigdy tego, co może dać szczęście duszy szlachetnej i tkliwej. Oto co panu zawdzięczam, ale przebaczam ci. Gdybym dbała o życie, czuję, że nie byłabym równie wspaniałomyślna, przysięgłabym ci nieubłaganą nienawiść: ale niebawem będziesz mi równie daleki jak życie. Pragnę obrócić mą zdolność czucia, mą duszę i wszystko, co we mnie zostało z istnienia, na to by kochać, ubóstwiać jedyną istotę, która wypełniła me istnienie i której zawdzięczałam więcej szczęścia i rozkoszy, niż ich ktokolwiek na ziemi czuł lub nawet zdolny był sobie wyobrazić. I to pan uczyniłeś mnie występną wobec tego człowieka! Dusza moja wzdryga się na tę myśl, odwracam się od niej. Chciałabym się uspokoić; a jeśli nie zdołam, umrzeć.

Powtarzam raz jeszcze, to ostatni krzyk mojej duszy: przez litość, zostaw mnie; inaczej poznasz, co to wyrzuty.

List CII

Wtorek, jedenasta, 28 luty 1775

Kto umie cenić dobroć, a zwłaszcza kto kocha, nie może być ani trudnym, ani niesprawiedliwym. Tak więc, drogi mój, nie będę cię oskarżała, nie będę się żaliła. Nie, to nie twoja wina; opuszczenie, w jakim mnie zostawiłeś dzisiaj, było mimowolne; wyrzucałeś je sobie; może w dobroci swojej mówiłeś: ona cierpi i to ja jestem przyczyną. Miły mój, jeżeli twoje serce uczuło te słowa, jesteś zanadto ukarany, a ja aż nadto pomszczona. Ale czy jutro nie będę szczęśliwsza? Czy nie spotkam cię na obiedzie? Czy cię nie ujrzę?

Mam zamiar odwiedzić pana Turgot we czwartek; namawiam pana de Vaines, aby mnie zawiózł do Wersalu i pana także, gdyby ci to dogadzało. Poczciwy Condorcet i nieoceniony d’Alembert jadą tam jutro; d’Alembert odczyta mu swoje Pochwały, pan Roucher wygłosił mu dziś swój poemat: oto dwa dobre dni, będzie mało mówił, a znajdzie wiele przyjemności. Drogi mój, gdyby nie obawa, iż wydam ci się równie wzdęta pychą jak owa żaba z bajki, opowiedziałabym ci, że pan Turgot kazał mnie prosić, abym mu przywiozła swoje cenne gryzmoły; każę mu jutro powiedzieć, że go to szczęście nie minie.

Mój Boże, gdybym cię widziała, byłabym spędziła dzień bardzo słodki, tak, spokojny jak w Gessnerze; miałam wiadomość od pana Turgot co godzinę; sam hrabia de Schomberg pisał do mnie trzy razy i zawsze z dobrą otuchą, mówiąc wszelako prawdę. Jadłam obiad sam na sam z osobą nieszczęśliwą, a tym samym zajmującą; a potem, o trzeciej przeszłam się nieco po Tuilleriach. Jakże tam było cudnie! Jakaż boska, pogoda! Powietrze, którym oddychałam, działało na mnie kojąco: kochałam, żałowałam, pragnęłam: ale wszystkie te uczucia miały piętno słodyczy i melancholii.