Ale, mój Boże, gdyby to pragnienie, gdyby ta potrzeba miały inne źródło, gdyby to nie przyjaźń... Ha! byłabym niegodną istotą i znienawidziłabym miłość. Nie, nie, nie mogę jej nienawidzić; dziś wieczór jeszcze oderwała mnie od moich cierpień; słyszałam raz jeszcze Wrzesień83. Jakież to piękne! Jakie wielkie! Jakie wzniosłe! Ale, miły mój, brakowało mej przyjemności ciebie, twoja obecność czyni ją żywszą, silniejszą, głębszą. O każdym czasie, w każdym stanie, dusza moja potrzebuje ciebie.

Wróciłam dopiero o wpół do ósmej; zastałam przyjaciół, którzy czekali na mnie; pan Roucher był także, nie był w Wersalu. Chciałabym, aby już było jutro rano, ale to znaczy widzieć cię tylko w przelocie. Jednakże jutro będę sama; pani de Chatillon nie wychodzi; chciała, bym przyszła wieczór dotrzymywać jej towarzystwa. Och, dobry Boże! moje wieczory należą do pana de Mora lub do ciebie; z całego dnia ta pora jest mi najdroższa. Gdybym się nie obawiała jakiej omyłki, oddałabym ten list służącemu pana de Vaines. Dobranoc.

List CIV

Wtorek, jedenasta wieczór

Nie czułeś potrzeby widzenia mnie; może nawet byłam natrętna twej myśli; odepchnąłeś wspomnienie, które by mogło zamącić twą przyjemność. Och! jakże mi cię żal, że nie umiesz oddać się cały bądź tej, która ci się podoba, bądź tej, która cię kocha! Ten podział odejmuje uczuciu cały urok i słodycz; ach, jakiż jest okrutny dla szlachetnej duszy! Nie winię ciebie, nie skarżę się, ale martwię się własną słabością. Nie, miłość własna nie może mnie uzbroić przeciw tobie; kocham cię i wszelka myśl o sobie samej milknie przy tych słowach; to ty, twoje szczęście rodzi we mnie odwagę i wspaniałomyślność.

Tak, miły mój, godzę się ustąpić cię osobie, która ci jest droga; ale za to poświęcenie winnam uzyskać od ciebie, abyś się nie starał podsycać w mej duszy uczucia, które by ją doprowadzało do rozpaczy, a zwłaszcza nie żądał ode mnie dowodów czułości, które mnie upokarzają, które kalają moje serce, zostawiając w nim wyrzuty i zgryzotę. Wiem, że nie jest w twej mocy kochać mnie, ale czyż niemożebne jest być uczciwym? czy to zbyt wygórowane żądanie? Wróć spokój swojej duszy, a nie traw życia na wyrzucaniu sobie tego, co czynisz; przestań mącić spokój tej, którą kochasz, a zarazem nie obrażaj już tej, która ciebie kocha i która uprzedza twoje chęci, pragnienia, wolę, która, słowem, czyni ofiarę z ciebie tobie samemu. Nie pani de M. oddaję ciebie, ale tobie, twojej uczciwości, sumieniu, jestem pewna bowiem, że musi cię dręczyć i że będziesz szczęśliwym nie wprzódy, aż przestaniesz być z nim w walce.

Mój Boże, jakże mogłabym mniemać, iż ciebie nie kosztuje wiele oszukiwać mnie? Jeżeli nie masz dość siły, aby mi dać szczęście, z pewnością jesteś na tyle uczciwym, aby się martwić, iż jesteś mym nieszczęściem. Wierzaj sercu całkowicie oddanemu tobie, które jedynie przez ciebie oddycha: nie walcz już, poddaj się swojej skłonności; zostanie mi bodaj pociecha, że uczyniłam coś dla twego szczęścia, w przymusowym zaś położeniu, w jakim mnie stawiasz, muszę sobie wyrzucać, że je mącę.

Oswobódź mnie i od złego, które ja ci czynię, i od tego, które ty mnie czynisz. Drogi mój, bądź uczciwy, zaklinam; czegóż trzeba, aby zasłużyć na szczerość? Powiedz; nic nie będzie mi niepodobieństwem; usłuchaj krzyku swojej duszy, a przestaniesz rozdzierać moją. Tak, mogę się obejść bez miłości, ale straszne mi jest wątpić o tobie, podejrzewać ciebie; uszanuj mnie na tyle, aby mnie nie oszukiwać. Przysięgam na to, co mi najdroższe, na ciebie, iż nigdy nie każę ci żałować tego, że mi powiedziałeś prawdę. Będę cię kochała za mękę, za wstyd, których mi oszczędzisz; nigdy nie usłyszysz wymówki. Ustępując ciebie, nie zachowam nic, nawet prawa użalania się, zaprzątania cię sobą.

Drogi mój, zastanów się dobrze, byłbyś bardzo niezręczny i niesumienny, gdybyś chybił tę sposobność oddania się potrzebie i skłonności własnego serca; pomyśl, że od tej chwili nie wolno ci już utrzymywać mnie w błędzie. Odejmuję ci wszelki pozór do oszukiwania; gdybyś nadużył mej wiary, byłbyś bardzo winny. Nie każ mi poznawać straszliwego uczucia, którego nie śmiem nazwać, kiedy myślę o tobie.

Drogi mój, wiem, że byłeś zachwycony Operą; pani d’Héricourt, hr. Creutz i hr. de Crillon zdali mi sprawę. Nie słuchałam ich, ciebie bowiem pragnęłabym słyszeć. Przy tym ks. de Boismont wprawił mnie w pomięszanie, mówiąc mi o tobie; słyszał, jak twierdzi, że „jestem zakochana w panu do szaleństwa”; to jego wyrażenie; dodał jeszcze: „Nie, ja nie jestem zły człowiek: to nie pułapka, ani zemsta”. Milczałam zmięszana; szczęściem, oznajmiono w tejże chwili arcybiskupa Tuluzy. Co pan sądzi o tym? nie wiem, czy koniecznie chcę się łudzić, ale sądzę, że to sztuczka ks. de Boismont, którą ja sama spowodowałam, opowiem ci w jaki sposób.