Tak piekło słońce, że z głową

I z nogami w kryształową

Siadłem kulkę. — Lecę, lecę...

Wtem banieczka moja złota

Na błękitnej siadła rzece;

I konik polny — niecnota!

Kiedy pod tęczowym szkiełkiem

Usnąłem spokojnie w łódce:

Zbił ją gazowym skrzydełkiem

I uciekł... a ja rozespan,