Jak mara z tęczy, z niebios wychodząca
O cichej porze, przy blasku miesiąca.
Zamykam oczy... i widzę... i piszę,
Co widzę... W jednym zrujnowanym chanie156,
Przy którym smutna palma się kołysze,
I źródło szmerem swym radzi na spanie...
Wszystko na Wschodzie ma ogromną ciszę...
Wszystko ze światła złotego ubranie,
Mury ze złota zdają się, choć gliną
Są oblepione — i grożą ruiną...