Wicher nieszczęścia ich jak liście nosi —

Zniszczyć nie może, Pan Zbigniew był przecie

Kochany; wiedział, że ktoś Boga prosi

Za nim, że go wiatr pustyni nie zmiecie

Bez śladu, wziąwszy pod swych skrzydeł loty,

Jak zwiewa błędne w pustyni namioty.

Wiedział, że w Polszcze717 ktoś pamiętać będzie,

Błądząc nad stawem, gdzie srebrna topola

Osłania groblę; że zawsze i wszędzie

Dusze kochanków, jak harfy Eola718