Co dzień mnie błotem, jak widzisz, odziewa;

Co dzień mnie straszny dreszcz przechodzi mrowi

I we łzach oczy się nieszczęsne topią,

Gdy mię w ten piasek włożą i zakopią.

„A jednak biedna lękam się ozdrowieć,

Udaję zawsze martwą i kamienną.

Oto jest cała moja, Panie, spowiedź.

W tym błocie skwarnym leżąc, jestem senną;

Od słońca tego lękam się osowieć,

Taką ma dla mnie straszną twarz płomienną,