Spałem na martwych pościeli i ziobrze.

Była to wielka w żywocie pociecha

Zasnąć, a jeszcze większa, wstać o wschodzie

I otrząść włosy senne z prochu Szecha801

I zostawić go w mogilnej gospodzie,

Nie dawszy mu za nocleg nic — prócz echa

Z tej pieśni, — w obcym dalekim narodzie

Śpiewanej. — Ludzie z księżycową twarzą

W mogiłach swoich wschodnich gospodarzą,

Przyjmują na noc smętne wędrowniki,