Przed tęczą swojej myśli pomodliła

Panna Gruszczyńska, idąc na spoczynek;

Wtem ją obudził wiatr — z niezapominek,

Z róż, z tulipanów, z lilii i z bratków,

I otworzyła na pół senne oczy

I ujrzała się w zawierusze z kwiatków,

Które latały w błękitnej przezroczy.

Środek powietrza tego był z bławatków,

W bławatkach był blask od czarnych warkoczy,

Które przechodząc z jaśni do ciemnoty,