Pospieszył przodem; za nim błyskawicą

Jechał pan Kaźmierz wesół, a już ranek

Palił się w ogniach nad krymską stolicą,

Którą mijali. Cmentarz i palm wianek

Minęli także — oba stepem lecą

Tam, gdzie nad Polską smutne gwiazdy świecą.

A jedna większa, smutniejsza nad inne,

To się błękitem, to się krwią zalewa,

Jakby złociła jakie czoło, winne

Przed Panem Bogiem — bo ciągle omdlewa