A te sypiąc się z worków, szeleściły

Jak węże, nim swój cały jad wyzioną,

A księżyc patrzał się przez dach rozbity

Na trumny — świece — popy — i kobiéty.

Mówią, że w owej kaplicy zjawiony

Pan Wernyhora zaczął kląć rzezunie904;

A potem gniewny — jak Lear905 szalony,

Na ołowianej podskoczywszy trunie906,

Słysząc wokoło przekleństwa i dzwony

I krzyki — starzec o jednym piorunie —