I w strzał srebrzystych mogilnej zamieci

Do piekła, jak coś skrzydlatego, leci...

Zamiast straszydła tego, co na sztabę

Człowieczą wskoczył, zgniótł w skrzydłach i w rękach

A potem rzucił ścierwo w kruki rabe1029

I dalej leciał, słyszany po jękach,

A potem w domu ściskał swoją babę

I o Chrystusa czerwonego mękach

Śpiewał żałosne godzinki... mam oto

Na Boga! salę mam ogromną, złotą,