A na pół serio rzucać mi na szyję

Tę córkę! — Krew tak czerwona nie lipnie

Do rąk zabójcy, ani modre żmije

Nie okręcają takimi uściski

Laokontowych ramion, jak on zięcia! —

To dziwna! — Jak on żebraka był bliski —

Jak cały drżący porwał mnie w objęcia —

Jak od psa zaczął, a skończył na sobie:

Niby wyraźnie mówiąc: nad psem płaczę —

Więc płacz nade mną! — Kiedy te łzy obie,