zamyślony, mówi sam do siebie
Wstyd mi! Starzec zapala we mnie iskrę ducha.
Nieraz z myślą zburzoną w ciemne idę lasy,
Szczęk broni rzucam w sosen rozchwianych hałasy,
Widzę siebie wśród świateł czarodziejskich sławy.
Wśród promienistych szyków; szyki wstają z ziemi.
Ziemia wstaje jak miasto odgrzebane z lawy...
Głupstwo... dzieciństwo marzeń... myślami takiemi
Nie śmiałbym się wynurzyć przed starców rozsądkiem,
Więc szukam — kogo? — sługi, co rozwlekłym wątkiem