Widziałem na krzemieniach włosów siwych garście,

Z krwi wyrwane kroplami... Koń leciał jak strzała,

Już trup zniknął — a jeszcze widać było konia

I myśl przy koniu starca krwawego widziała.

Staliśmy jak garść kłosów pożółkłych śród błonia;

Głuche było milczenie, zgroza, obłąkanie.

Piszcząc, kołem jak krucy krążyli poganie,

Wybierali oczyma, gdzie powrozem skiną,

Śmierć dając, chcieli zabić przedśmiertną godziną.

Wtem, panie! nasz Kazimierz! ów Kazimierz młody!