Pamiętam, z prawej strony — nie, z lewej, od serca —

Stał przy mnie żołnierz wiekiem, ranami pochyły,

Ku niemu zwinął koniem baszkirski morderca;

Więc biedak rękę moją na kształt szabli ścisnął.

Potem ociężał na niej, bezwładny obwisnął,

Patrzę mu w twarz, posiniał cały na kształt trupa,

Oczy wybiegły, szyja związana powrozem.

Tu Baszkir zaciął konia, koń spięty dał słupa,

Skoczył — a starzec jak koń uwiązany lozem

Pociągnął się po piasku, po krzemiennej warście.