Na zapomnianym krzyżu bocian gniazdo zwija,

Mech rośnie, pod nim dzieci w piasku sadzą kwiaty;

Nieraz krzyż, u stóp samych podgryziony laty,

Pada, zabija dzieci z sielskiego pobliża,

A lud płacze, że zwalić nie pamiętał krzyża.

Więc idę na świat rąbać nadpróchniałe drewna.

Miłość? zapomnę o niej — wśród światowej burzy

Pozostanie głos wspomnień... jak pieśń dzika, rzewna,

Jak pieśń żurawia, co się opóźnił w podróży

I samotny szybuje po błękicie nieba.