Jako na miękkim wosku odciśnięte,

Świadczą, że bolem przed latami dojrzał,

Że miał już serce na czucia zamknięte.

Stał... słuchał chwilę... potem ku drzwiom spojrzał

Chcąc niezgłębioną rzucić tajemnicę,

I tak jak ludzie niepewnością chwiani,

Znów się odwrócił, z potu otarł lice

I wołał coraz głośniej: „Pani! pani!

Już ranek świta... Pani! o na Boga!

Uciekaj ze mną — korzystajmy z cieni...