Wielkością nieszczęść — i wielkością zbrodni.

Mój obraz kształty przybierze olbrzymie

W głębi twej duszy — jak anioł upadły,

We krwi skalany — w dział omglony dymie,

W blasku brylantów i złota wybladły.

O! bo ja miałem wielką niegdyś duszę!

Lecz gdy ją znudził smutek jednobrzmienny,

Idę wśród ludzi jak przez las jesienny,

Kędy pod stopą zżółkłe liście kruszę,

I gardzę liściem, co ścieżki pozłaca