Że za mną cały kłębek biegł i syczał,

Jak pies wyjący smutnie z przywiązania.

I cóż ja winna, że węże wolały

Słuchać mej pieśni niż mojego płaczu?

A żem ja węże zimne rozczuliła,

Dlaczegóż w tobie powiększyłam srogość?

Czy ty zazdrościsz mi, pani, zwycięstwa,

Które mi ojca mego wybawiło?

O! jeśli tak jest, to weź go za ojca,

A ja go będę na śmierć skazywała,