Może się boisz, że jak drzwi otworzę,

To wleci za mną jaka muszka złota

I ten ją starzec zje? — O! pani moja,

Bóg muchy strzeże od śmierci — ta muszka

Będzie mieć jaką córkę, co ją zbawi.

Ja tylko jedna, ja nie mam nikogo,

I nikt się o mnie biedną nie upomni.

O! proszę ja was, każcie wy mnie wpuścić

Do mego ojca głodnego.

LECH