I tam stali ludzie w szyku, równi,

Równi, zimni, biali jako groby,

Miecz je walił, gdy piorun był niemy,

Czasem walił piorun i miecz razem.

Wtem ktoś cicho wykrzyknął: „Giniemy!”

I tysięcy sześć — nietkniętych żelazem —

Sześć tysięcy bez ducha upadło,

Jakby je kto struł. — Nadeszłam z nożem —

Otworzyłam jeden tułów trupowy,

I znalazłam, że w nim serce zbladło