A to maleństwo za matką świegoce:

«Król, król» i w mego ojca oczy puste

Niegodziwymi rzuca kamyczkami.

O! idź ty, Lechu, i obacz tę zgrozę!

O! idź ty, Lechu, i skarż tę kobietę!

Ona ci psuje, Lechu, twoje dziatki,

Z tych dziatek będą potem królobójce,

Ty będziesz się bał, gdy cię nazwą królem.

Tak jak zwą dzisiaj ojca mego królem;

«Król, król», jak kawki świegocą. O! Lechu,