sama.

Uważałam go pilnie, przez rysy oblicza

Chciałam czytać aż w sercu, odkryć by cień zdrady.

Smutny był? Twarz Botwela zawsze tajemnicza;

Blady był? Wszak on zawsze posępny i blady.

Nie, to nie jest trucizna; i któż się nie wzruszy,

Powierzając kochance narzędzie otrucia?

Chybaby nie miał w sercu żadnej iskry czucia?

Chybabym okiem duszy nie czytała w duszy?

Odchodzi.