Zbudził się Botwel, zadrżał i na sługi skinął,

Łódź mu podano... usiadł samotny do łodzi

I ścigał kwiat zerwany... śledziłem go długo,

Aż zniknął we mgle.

MARIA

niecierpliwie.

Odejdź! Odejdź, wierny sługo!

Lecz daj mi wachlarz, niechaj czoło mi ochłodzi...

Tak mi gorąco — odejdź! Jest to czas pacierzy.

Paź odchodzi.