Pan je chciał spłoszyć, nawet już ze strzelby mierzył,

Ale pan Zbigniew ręką po lufach uderzył

I nabój poszedł na wiatr. Jegomość już wzdycha;

Wczoraj ledwo przy stole wziął się do kielicha,

Nie mógł dopić i ryknął jak lew — wstał od stołu

I chciał odbić alkowę... ba — pańskiemu czołu

Coś cięży, coś dolega — wstyd samego siebie.

Ja go znam — on się prędzej pod zamkiem zagrzebie,

Niż przyzna się do żalu, to panisko dumne,

Ja go znam, taki dzieckiem był i pójdzie w trumnę.