Wędzidłem krwawem ściągać dzikie ludu hordy,

To moje życie... usta nie wydadzą skargi...

Nie wiedzą, że ja cierpię. — Zbędę się Trojnata,

Pochwycą go, postrzygą, zamkną w mur klasztorny.

Przed ludem mnie zakrywa tajemnicza szata.

Chrześcijanin, Krzyżaków przyjaciel pozorny,

Wkrótce zgnębię te zmienne, dwugłowe poczwary.

Wyginą wszyscy. — Wiara? wiara czcze wyrazy!

Chrzciłem się, bo mi wtenczas trzeba było wiary,

Teraz, cóż za różnica? czy krzyż od papieża,