I orszak mnichów, niosą kir, kobierce,

I światła w rękach, i zakryte czoła...

Modlą się za mnie, lecz nawet pozoru

Nie ma boleści... Zimne mnicha serce!

I modły zimne jak mury klasztoru!...

Nieście mnie w stepy, tam szukać grobowca,

Miło umierać wśród kwietnej oazy.

Widziałem drzewa, co proszą wędrowca

Zachwianym liściem, by spoczął pod cieniem;

A gdy się zbliży, drzą radości drzeniem,22