Jedni pod katem, drudzy w głębi ciemnic,

Inni ponurzy, bladzi, krwią ociekli,

Co kiedy śmieli pomyśleć — wyrzekli?

Lud cały kona, katy i obrońce6,

Dnia im nie stało7, aby się wysiekli;

I przeczuwając krwawej zorzy końce,

Jak Jozue wołali: Dnia trzeba — stój, słońce!

I nie stanęło — pomarli — przedwcześnie,

Lecz zostawili pamiątki po sobie:

Kraj po rozlewie krwi tonący we śnie