Którą ciągła modlitwa o światło przemieni

W białość alabastrową — osłonę promieni?

Rozumiecież, skąd twórczość wstydząca, globowa,

W Trójcy? — skąd szept miłosny — ta węża namowa?

Skąd rumieniec — ów ogień, oskarżyciel winnych?

Skąd praca ciał i znowu upadek bezczynnych?...

Skąd taki wstyd straconej w ciałach niewinności —

I tak wielka potęga postów — i czystości?...

Oto początki wasze! — A teraz konieczne

Wstaną wam w Duchu cele prześwięte, słoneczne,