Wystaw sobie Mości Książę: że słowiańska rasa jest jedną z ras późniejszych... na przyszłość przez Boga przygotowanych. Choć w zmysłach jej nie pokazuje się jeszcze ta doskonałość, to wszakże w rozumowaniu, w pojęciu — co mówię — w samej nawet szybkości materialnej języka ta wyższość spostrzegać się daje. — Polak wszystko to... co Francuz... uczyni — najpierwszemu frankońskiej rasy człowiekowi nie ustąpi; Francuz zaś — choćby w tysiącznych rozumowych logogryfach był nadeń silniejszym — to w rzeczach... które natura sama daje... ustąpić musi; — więcej powiem! — liter nawet niektórych słowiańskich nie wymówi; zda się: że murem chińskim przedzielony od naszej wszystkomogącej natury. A cóż dopiero w umysłowości i potędze Ducha! — Francuzów zatem czynność: szwędanie się ciągłe za niskimi dociekaniami praw postępu może być dla nas doskonałą igraszką... ale nie wzorem przyszłości — nie formą — nie nadzieją dla Ducha takiego, jakim jest Duch W. Ks. Mości = Polski Duch wytrawiony... stuletni — zda się — dąb! = a jeszcze dla nas młody, bośmy go nie poznali, a o twardości jego rdzennej nie wiemy.

Ta pierwsza więc rasa świata... rasa pierwsza w Słowiańszczyźnie = ta Polska = chciałaby się wyrazić dziś przez liczbę i wymiar; szuka przeto osoby, chce się uczynić widzialną, poddać się pod miarę i czas; Ona (która jest nieśmiertelną bez miary i czasu... wielką jak Bóstwo jakie o Przyszłości zamyślone) chce teraz abdykować: z nieskończoności przemienić się w skończoność i widzialność! A Wasza Ks. Mość... niby-ptasznik na usadce... czekasz na Nią z konstytucyjną francuską siateczką: abyś Ją z głową nakrył jako szczygiełka i do życia konstytucyjnie klatkowego przymusił.

Któż winien?... Czy my... którzyśmy Księcia ptasznika odbiegli? — czy Książę... któryś się nam z klatką francuską i ze zwierciadłem — jakiego używają na ptaszki pokazał?... sądząc: że nas samych ułowisz na dawną naszą półfrancuską karykaturę i mimo woli naszej szczęśliwymi w ptaszkarni swojej uczynisz. Lecz my... Mości Książę... ani patyków do skakania ani prosa złoconego nie chcemy. A ludzie wielcy nasi nie potrzebują dowodzić talentów i mocy... ciągnąć wodę ze studni artezyjskich w łupinach orzechowych albo (jako mopsy uczone) zgadując i pisząc myśli francuskie słowiańskimi abecadłami; ale chcą zająć prawdziwe miejsce potrzebne na świecie i czynić to: czego inne rasy pomimo najlepszej woli uczynić nie mogą.

Widzę, iż te słowa moje przyjmujesz Książę z dobrym i pobłażającym uśmiechem — pozwalasz mi niby-błędnej drogi i wysokiego latania — tworzysz mnie urzędnikiem dworu swego z prawem utopii — a nawet... obracając się do Dworzan twoich... powiadasz; iż rad byś mię gubernatorem wyspy Baratarii187 uczynił. A gdzie ja tam przez doradce twoje znudzon... przez doktory twoje ogłodzony — musiałbym wyrzec się wszelkich Atlantyd, a zażądać wieku złotego Saturna albo Konstytucyjnego wreszcie w Polsce Królestwa.

Powinienem zatem dowód położyć: że utopistą nie jestem, ale chcę: aby Waszej Ks. Mości miłość Duchowi Narodowemu panowała a moje małe gubernatorstwo na wyspie Baratarii zniszczyła... nie szkodząc wszakże Duchowi mojemu, który przeciwnej sobie materialnej sile poddać się nie chce i nie może. — Jeżeli zaś... Książę... nie uszanujesz wolności Ducha mojego § to dodasz jeszcze jeden grzech do grzechów: które Polska w ostatnich czasach popełniała przez urąganie ciągłe Duchowi, połączone z zamiłowaniem wytrawionych-niby doświadczeniem małych ludzi = powiatowych orakułów = którzy wydawali się Ludźmi czynu, a w istocie byli tylko Stróżami własnej godności, którzy żadnej narodowej myśli pojąć niezdolni... jeśli pozwalali się na chwilę przez kogo ułowić, to tylko na haczyk interesu, osłodzony miodem miłości własnej.

Takich ludzi masz Wasza Książęca Mość w Emigracji; uczyniłeś nawet cud nad nimi... to jest: wpoiłeś w nich przekonanie, aby się podsędkowskiej sławy powiatowej i nieomylności prowincjonalnej wyrzekli, a zgodzili się na to: że Konstytucyjny Rząd wszystkie je przerastać będzie i do jednego celu nagnie retoryczne i wojskowe Talenta. Zwycięstwo to nad indywidualnością otrzymane — do którego także Waszej Ks. Mości nędza i smutek Wygnańców wiele pomogły — zapisane będzie w Księgach Brązowych Czasu nie pod rubryką jednak zwycięstw ostatecznych. Czynność ta wszelako Księcia — jako względne do czasu dobro — powali się przed polską ideą...; a usiłowania Księcia na wspak Duchowi Narodowemu idące — choćby posągiem brązowym gdzieś na placu Warszawy uwieńczone — (nie śmiem wymówić słowa prawdy) będą przez Naród (choćbyś go Wasza Ks. Mość na czas zgalwanizował) zrzucone = jako szaty krojem i lekkością ciału i klimatowi polskiemu nieprzyzwoite. Książę bowiem cofasz Polskę!... A żaden naród jeszcze... od stworzenia świata... nie był wdzięczny za wsteczną impulsją; ale owszem zacierał wszelkie ślady podwójnie wybitych kroków swoich i wstydził się: jeżeli Przeszłość swoją znów przed sobą w Przyszłości zobaczył! — Narody bowiem, podług słów Pawła Św. — mają Ducha... a Duch niewymownymi wzdychaniami modli się za nie... one więc — jako ciała — nie wiedząc, czego pragną... poruczają żądanie swoje Ducha — modlitwom; pozbawione więc nawet myśli i woli chcą jednak zawsze cel własny i myśl własną modlitwą-niby wzdychającego Ducha wyrwać niebiosom. Kto przeto na powierzchowną bezmyślność i bezwolę czyli niewolę narodu rachuje... sądząc: iż nową myśl i nowe pożądanie w sercu narodu obudzi § spotka się ze snem... z mimowolną a serdeczną Narodu żądzą — i tak — jak Wasza Ks. Mość — dziwić się będzie: że ani snu rozproszyć ani niewyrażonej w słowach żądzy pokonać i zniszczyć nie był w stanie.

Tu zapewne W. Ks. Mość zechcesz spojrzeć w oczy listu tego pisarzowi; a mając go przed oczyma zapytać zarazem: jaka jest idea Polski? Pisarz zaś zapytaniem takim zmięszany... do muru-niby przyparty... pomyśli: że się w wieku Sasa odrodził, w którym zwykle się działo: że — jeżeli na sejmie lub sejmiku człowiek, który o wyższym pojęciu Ducha narodowego przemawiał: to z kąta gdzieś najciemniejszej sejmowej ławki wydobywał się Głos wołający: „jeżeli co masz § to w trzech słowach jasno nam wytłumacz, a nie czmuć oczu”. Raz, drugi i trzeci przed takim matematykiem = Euklidesem politycznym = usiadłem był ze spuszczonymi oczyma; a obejrzawszy się na trudność syntetyczną idei... rzeczy się samej wyrzekłem. — Teraz jednak — i czas mając po temu, i zapytanie od większej — niż moja jest — mocy i szerszej oględności zadane a głęboką dobrocią poparte, odważę się bronić przed W. Ks. Mością ducha Ojczyzny mojej:

Sławianie są Czynnikami wolności duchowej. Od dawna już systemat W. Kniaziów Moskiewskich zaczął tę wolność charakterową Sławian spędzać z ziemi oblicza. W pierwszych więc czasach Słowianizmu Polska pokazuje się: jako wielkie słoneczne wolności morze; a dwie odeń gwiazdy (niby-tego-samego koloru a piękniejszej może jasności... bo ku ciemnym stronom idące) Nowogród i Psków świecą na Północy. — Jako zaś w świecie materialnym nic nie ginie... ale wszystko przemienia się § tak też podobnie i w świecie Ducha. Nowogrodzkie przeto i pskowskie pierwiastki jeszcze aż dotąd są w Sławianizmie do odkrycia, jeszcze gdzieś pod grobami i popiołem palą się niezagaszone. Dziś przeto jeszcze są Duchy, z których Książę wyciągnąłbyś łzy rzęsiste wspomnieniem dnia tego, w którym dzwon wielki sejmowy w Pskowie zdejmowano. A kto by usty ludzkimi ostatni jęk tego dzwonu naśladować potrafił § usłyszałby echo płaczu z różnych kątów Rosji przylatujące. Dziś jeszcze — pewien jestem — że człowiek gdzieś nad Wołgą ziemię orzący... pług zatrzymawszy... zapłakałby i spojrzał w dzwoniące skowronkami niebiosa — gdyby mu kto powiedział owe słowa kronikarza po zgubionej wolności stan duszy jego malujące: patrzaliśmy na ziemię — ona się nie rozstąpiła, patrzaliśmy na niebiosa — nie można było ulecieć bez skrzydeł!

Mości Książę, jest-to krzyk polski: bo Nowogrodzianie i Pskowianie to-potem wykradli się z ciał niewolniczych i Polakami zostali. A tam w puste kościoły weszły Duchy Czengiskańskiej czeredy... sprzeciwiając się prawu wielkiemu migracji duchów, która jest z Południa ku Północy. Cząstki więc te wolności duchowej zebrały się siłą-niby wzajemnej atrakcji ściągnięte w jedno = w jeden naród Polski = i zbite mocą zejścia wybuchnęły prawdziwie szaloną siłą złotej wolności.

Wolność ta wszakże była duchową w pierwotnym pojęciu, a stąd pozbawiona tej obrzydliwości, która na dzisiejsze cielesne komunizmy i purpurowe demokracje upada. Szło tam o rząd, w którym by Duch wyższy nie służył niższemu... nie zaś o postawienie cielesne wszystkich pod jedną miarą podług średniej ludzkiej urody zrobioną, do której niedorosłych żadna ludzka siła nie dociągnie... a wyższych — chyba ucięciem głów — zrównać i przystosować potrafi. O równości więc cielesnej mowy nawet nie było. Nikt nie myślał wyciągać zza pieca pijanego chłopa i stawiać go w jednej parze z pięknym i szlachetnym rycerzem. Starano się jedynie o wolność jak największą w formach Rządu... tak... aby rosnący w piękność Duch nie miał żadnej przeszkody. — Jakoż wkrótce dusze się niektóre — choć w nieurzędniczych ciałach — do swojej wielkości poczuły i z krajem się całym zrównały. Gdyby wielka miłość Rządowa i rosnący Duch kraju przerósł je był... i wielkością swoją = niby-kopułą ogromną = przycisnął § stanęłaby prawdziwa hierarchia na świecie podług zasługi i mocy duchowej zbudowana... w kryształ ścięta... porządkiem prawdziwym cielesnym objawiająca się: gdzie wszelka Rewolucja ze zwierzęcych samolubnych pasyj musiałaby pochodzić... a wszelki Rząd z miłośnego Ducha i z porządku wypływać.