Żadna nie przyszła do snu mię kołysać.

Przy dwóch światełkach jak gwiazdy niejasnych

Chciałem z krosienek moich wstać i pisać,

Czekając zorzy różowego świtu,

Wtem deszcz... w tej klatce nie było sufitu...

29.

I zawołałem: „Ty śpisz, Eneaszu335,

A tu deszcz na nas... leje się z dachówek!”

Wnet rozbudzeni oba na poddaszu,

Więcej do czynu sposobni niż słówek,