A wieczór — wszystkie tu się kładły wiankiem,

Tu, gdzie się ogień już dawno nie pali.

Córki po wodę chodziły ze dzbankiem,

Synowie moi ogień rozkładali,

Żona, z synaczkiem przy piersiach, warzyła.

Wszystko to dzisiaj tam — gdzie ta mogiła

Promienistemu słońcu się odśmiecha,

Wszystko tam leży pod kopułką Szecha.

A ja samotny wracam — o boleści!

Trzy razy wieków przeżywszy czterdzieści561,