Nikt by nie dostrzegł — ja, ojciec, spostrzegłem.

On do tamtego stawał się podobny;

Stawał się jak mój trup pierworodzony

Z jasnego blady, z bladego czerwony.

Patrzę! — Na twarzy plam żelaznych krocie —

Więc zawołałem głośno: „Śmierć w namiocie!”

I pochwyciwszy go z takimi trądy,

Wyniosłem na step, pomiędzy wielbłądy,

Aby go tam śmierć zgryzła do ostatka;

I żeby na to nie patrzała — matka.