Lecz ledwie ogień zaczął biec po szacie,

Wyrwałem trupa i rzuciłem straży —

Poniosło mi go czarnych dwóch grabarzy,

I lepiej mu tam przy siostrach i bracie.

Od tego zgonu i od tej boleści

Naznaczono mi nowych dni czterdzieści.

Pod kręgiem słońca jako krew czerwonym

I pod namiotem tym zapowietrzonym

Żyliśmy, słowa nie mówiąc do siebie,

I śmierć przed samą śmiercią udawali,