Szły cicho, z wolna, schylały się nisko,

Nad matki łożem, nad dziecka kołyską;

Potem na moją najmłodszą dziewczynę

Obiedwie — ręce położyły sine!

Budzę się z krzykiem i umarłą dziatwę

Klnąc, wołam dziko:„ Hatfe! moja Hatfe!”

Przyszła jak ptaszek cicho po kobiercu,

Rzuciła mi się rączkami na szyję;

I przekonałem się, że Hatfe żyje,

Słysząc jej serce bijące na sercu.