Śmierć mi go czarna wzięła nielitośnie.

I już nie wróci! ani mi urośnie!

Ani go kiedy mój dom już zobaczy! —

I już nie wróci nigdy! — o rozpaczy!!!

Noc przyszła druga, błyszcząca gwiazdami.

Byliśmy z matką w namiocie — przed nami

Leżało dziecko na stole, nieżywe,

Nieruchomością śmierci przeraźliwe.

Uczułem wtenczas, patrząc na tę postać,

Że gdyby mogło choć tak z nami zostać,