A żona moja od niespań i troski

Była jak bursztyn albo żółte woski;

Na głowie miała z włosów siwych wieniec,

Jakiś okropny ceglany rumieniec,

A oczy pełne takiej błyskawicy,

Jak ci, co wyjdą na słońce z ciemnicy.

Lekarz nam kazał w sustawy573 uderzyć,

Tam gdzie zaraza pierwsze rzuca strupy —

Zdrów byłem. — Ludzie! czy będziecie wierzyć?

Ja, co me wszystkie całowałem trupy,