Z tej kwarantanny wychodziłem zdrowy;

Żona, co nawet nie tknęła połowy,

Nad piersiami się uderzywszy, zbladła

I zachwiała się z jękiem — i upadła.

A ja na ręce wziąłem trup niewieści,

Zaniosłem w namiot i rzuciwszy brzemię,

Upadłem przy niej jak martwy na ziemię.

I obudziłem się — na dni czterdzieści...

Przed samą śmiercią wyznała mi matka,

Że chciała z grobu swojego dzieciątka