Z obłąkanego budziły mię śnicia

Po nocy hyjen przeraźliwe wycia

Tam nad trumnami... i słuchałem blady

Jak nad trupami płaczą trupojady.

Stałem się wreszcie jak wąż, gdy ochłodnie.

I przechodziły mi dnie i tygodnie

Bez żadnych bólów, pamiątek, omamień.

Stałem się twardy i zimny jak kamień.

I raz — ach, boska nade mną opieka!

Patrzę, ktoś w namiot mój cicho zagląda —