Stałem się jako zdziecinniali — starzy —

W pamięci mojej — żadnej żywej twarzy,

Tylko te sine i okropne lica,

Które mi wzięła zarazy martwica.

I w dzień błękitny, i w noc każdą ciemną,

Oni tu byli w tym namiocie ze mną;

Gadałem z nimi, zmyślałem rozmowy,

W których rozmawiał ze mną tłum grobowy;

I często dziwnym natrafiłem losem

Na głos, co moich był dzieciątek głosem.