Lecz nie — uciekaj! Ja wiem, że te płótna

Straszne się muszą obcym ludziom zdawać.

Śmierć od zarazy? Ach! to śmierć okrutna!

Zaczynasz własnych braci nie poznawać,

Potem cię ogień pali, piersi górą...

Ach! ja tak moich widziałem ośmioro!

I co dnia patrząc na tak konające,

Wysiedziałem tu całe trzy miesiące.

Dziś — oto dziewięć wielbłądów podróżnych,

A na nich — patrzaj, osiem juków próżnych,