Patrz, te piersi, dwa miesiące

W staniku ze złotej lamy.

Dwa słońca, dwa kręgi głośne,

Które, gdy jej ust słuchamy,

One do ust niosą głosy,

Jak harfy sercem dotknięte.

Patrz na jej leciuchne włosy

Spod zieleni... Na te wcięte

A pełne tajemnych zacisz

Gorsy, te łabędzie chody...