Powieki bez łez i serce z kamienia.

Boleść już była jako chleb powszedni.

I pod oczyma mi konał mój średni,

Najmniej kochany w mym rodzinnym gronie

I najmniej z dzieci płakany po zgonie.

Toteż Bóg jemu wynagrodził za to,

Bo mu dał cichą śmierć i lodowatą,

Bez żadnych bólów, bez żadnych omamień.

Skonał i skościał, i stał się jak kamień.

A tak okropnie po śmierci wyglądał,