Byliśmy niczym nie strwożeni — sami —

Czytając książkę pełną łez, ze łzami.

Wtem duch mi jakiś podszepnął do ucha,

Ażebym na nią z książki przeszedł okiem. —

Była jak anioł, co myśli i słucha —

I nagle — takim przejrzystym obłokiem

Rumieniec smutny twarz jej umalował,

Że nie wiem dotąd, jak się wszystko stało;

Alem ją w usta różane całował

I czułem ją tu, na mych rękach, białą,