Łąka i szalet, i wisznie w parowie,

W takim parowie, że stróż anioł biały

Rozwijał skrzydła od skały do skały

I nakrywał ten cały parów dziki,

Szalet i róże, i nas, i słowiki.

X

Lecz nadto było cyprysowej woni

I nadto barwy, co się w różach płoni;

I chciała nas już miłość ująć zdradą. —

Było to rankiem — pomnę — pod kaskadą —