I prędsza fala białości na łonie,

I dziwnym ogniem rozpalone skronie

Wczesne zwiędnienie dawały bławatkom.

Ona z tych była, co się skarżą matkom,

I skarżyła się gwiazd cichej gromadzie,

Gdy do snu księżyc niepełny się kładzie;

Gdy kwiaty szepcą miłośnie do ucha,

Co zamyślone, własnych myśli słucha.

XIV

Czy ty gdzieś teraz, o miła, z rozpaczą