Sama przyprawia mu z lekarstwem czary.

Nieraz przy łożu jak ulotne mary

Staje powiewna z lampą w ręku, blada,

Słuchać, co śpiący o niej we śnie gada.

A mówią ludzie, że nieraz jej ręka

Słucha, czy serce się w chorym nie pęka;

Bo takie drgania mu piersi podnoszą,

Takie go zimne, straszne poty roszą,

Gdy śpi, a patrzy na śpiącego żona,

Jakby go anioł śmierci brał w ramiona.